Tuning tarasu

Tuning tarasu
Jest kilka dowodów na to, że mam najfajniejszą robotę na świecie. Obok tych górnolotnych ocierających się o kreowanie, projektowanie zmiany i tym podobne, jest to, że mogę pracować jak chcę i gdzie chcę. Na przykład (od maja do października) w ogrodzie przylegającym do pięknego przedwojennego domu mojej wspólniczki.
0
Tuning tarasu

Moja wspólniczka, już, już, za momencik spodziewa się dziecka, a co ze wspólnictwa wynika- ja pośrednio także. Myślę, że w normalnych warunkach nie skusiłabym się na tuningowanie tarasu, na którym pracujemy, potwierdzamy bowiem regułę, że szewc bez butów chodzi: nie mamy mosiężnej tabliczki na bramie ani hektara lśniącego białego blatu, ani nawet miniaturek Vitry na półce. Tyle tylko, że włączyło mi się wicie gniazda: nieoczekiwanie i z nieznaną wcześniej mocą.

Nie sądzę, żeby świeżo narodzonej młodej damie robiło różnicę, czy mamy rozplątane kable od drukarek, albo podpisane segregatory, albo taras wyłożony deską. Ważne, że ja czuję się znacznie lepiej. Na tym tarasie siedzimy od maja do października w głębi duszy współczując wszystkim tym, którzy siedzą w wypasionych, klimatyzowanych biurach. Ja łoję kawę, a Marta herbatę z cytryną, w wolnej chwili możemy poskakać na trampolinie, naprawdę uwiłyśmy superowe gniazdo.

 

Po więcej moich wpisów zapraszam >>>> tutaj

Z powołania i wykształcenia jest architektem wnętrz. Prowadzi też autorski projekt DOLCE LUCE związany ze starymi neonami. Prowadzi bloga Fuel Design: www.fueldesign.pl.
Wczytywanie rekomendacji...