Dynie w pastelach

Dynie w pastelach
Uwielbiam jesień z jej rdzawo-złotymi kolorami. Odkąd Ania jest z nami, październik oznacza tony liści i kasztanów w domu. Jednak brązy, żółcie i rudości to nie moje barwy. Dla mnie jesień w naturalnym wydaniu najpiękniejsza jest za oknem – w domu wolę jej oswojoną wersję.
0
Dynie w pastelach

Czy Wy też macie takie projekty, które od lat chodzą Wam po głowie, ale nigdy jakoś nie ma okazji, by je zrealizować? U mnie tak było z malowaniem dyń. Po Borrówkowym plenerze został nam ponad tuzin tych rudzielców. Od samego początku wiedziałyśmy, co z nim zrobimy… Nie dla nas dyniowe rdzawe lico.. nam złota i pasteli trzeba!

Marzyła nam się taka pastelowa gromada, zgrana kolorystycznie, z efektem ombre i kroplą złota najchętniej. Sama dyniowa banda kosztowała nas ponad 50 zł, więc malowanie musiało wyjść tanio. Z planem zakupu pigmentu i wiadra białej farby (na zaś) udałyśmy się do jednego z marketów budowlanych, by stwierdzić, że ładnych pigmentów brak. Szczęśliwie nasz wzrok powędrował na ściankę z testerami farb, potem na ich szeroką paletę kolorystyczną, a na koniec na ultra przyjazne ceny – większość saszetek kosztowała mniej niż 2 zł. Wtedy byłyśmy już w domu :-)

Najtrudniejszym etapem projektu okazał się wybór barw. Dynie miały być zgrane kolorystycznie, ale nie monotonne. W udanych kompozycjach wszystko wygląda tak, jakby było dobrane niby przypadkiem, od niechcenia.. i taki też efekt chciałyśmy osiągnąć, zatem wybór barw musiał być dobrze przemyślany. Interesuje Was przepis na dynie w pastelach?

Będą Wam potrzebne

dynie
pędzle
folia malarska lub stare gazety
słoiki lub plastikowe kubki
farby

Dynie – my kupiłyśmy kilkanaście sztuk, które w sumie ważyły ok. 15 kg. Zdecydowałyśmy się zarówno na dynie jadalne, jak i ozdobne, gdyż zależało nam na różnych rozmiarach i kształtach – taka różnorodność to podstawa udanej aranżacji. Nasze dynie pochodzą z Tesco i Selgrosa. Być może jeszcze taniej dałoby się je kupić na targowisku lub jakiejś giełdzie, ale przy takiej ilości nie opłacało nam się inwestować w dodatkowy czas i paliwo.

Pędzle – właściwie pędzelki. Takie najzwyklejsze, szkolne, podwędzone córce z piórnika.

Folia malarska – u nas zastąpiły ją stare gazety. Niestety miejscami dynie się do nich przyklejały i trzeba było robić poprawki. Folia na pewno jest wygodniejsza w użyciu.

Słoiki lub kubki – na farbę, rzecz jasna. Kubki tańsze i chyba łatwiej dostępne, ale słoiki mają tę przewagę, że da się je zakręcić i odstawić na bok. U nas, ze względu na weekendowy wyjazd, proces malowania był rozłożony w czasie. Dzięki zakrętkom na słoikach nie musiałyśmy się martwić o to, że farba nam wyschnie.

Farby – w naszym przypadku były to testery farb lateksowych o pojemności 50 ml (Luxens i Colorissim). Miałyśmy obawy, czy taka jedna saszetka pokryje kilkukilogramową dynię, ale obawy okazały się bezpodstawne, a farby bardzo wydajne. Dłuższą chwilę dumałyśmy nad kolorystyką i ostateczny wybór padł na jasny oraz intensywny róż, pastelową żółć i błękit, dwa odcienie fioletu i turkus, inaczej zwane:

Cytrynową uwerturą
Różowymi baletkami
Lśniącą rosą
Pawim oczkiem
Wrzosowym snem
Dziką różą
oraz prozaicznie brzmiącym kolorem Lawendowym

Oprócz tego wykorzystałyśmy złotą farbę w spreju, która została mi po malowaniu wsporników ikeowskiej półki – Dupli Color Gold Effect oraz najzwyklejszą złotą akrylową farbę w tubce.

Nad samym procesem malowania nie ma się co rozwodzić. Dyń nie przygotowywałyśmy w żaden specjalny sposób. Większość dyń malowałyśmy dwa lub nawet trzy razy, za wyjątkiem tych z użyciem jednowarstwowej farby – tutaj faktycznie wystarczyło przejechać pędzlem jeden raz, ale być może jest to zależne od intensywności koloru (w naszym projekcie akurat turkus i ciemny róż). Ogonki potraktowałyśmy złotą farbą. Jedyne „wyzwanie” stanowiło pomalowanie złotej dyni farbą w spreju – szczęśliwie przed moim domem jest ogródek, w którym mogłyśmy rozłożyć się z tą dynią, spryskać ją i pozwolić jej wyschnąć. Nie polecamy malowania sprejem w domu :-)

Uwagi? Mamy dwie:

Od dwóch najcięższych dyń miejscami odchodzi farba. Nie mamy pewności, czy jest to spowodowane samą farbą (tylko te dwie pomalowałyśmy farbą jednowarstwową), czy też ciężarem przedmiotu. Niezależnie od tego, jak długo schły nasze dynie, i tak w miejscach styku z podłożem farba się delikatnie łuszczy.

Niektóre farby są satynowe, inne matowe. Efekt nie rzuca się mocno w oczy, ale jeśli zależy Wam na jednolitej kompozycji, proponujemy skupić się na jednym wykończeniu.

Mimo tych drobnych zastrzeżeń jesteśmy bardzo zadowolone z efektu :-) Mamy kolekcję pięknych, pastelowych dyń, które same w sobie są interesującą dekoracją. Co dla nas ważne, dynie idą do pracy, czyli będą występować w prawdziwych sesjach zdjęciowych :-)

Po więcej moich wpisów zapraszam >>>> tutaj

Agnieszka Wrodarczyk - blogerka, certyfikowana home stagerka, samozwańcza stylistka i dekoratorka. Lubi żyć ładnie i powoli.
Wczytywanie rekomendacji...