Pani Jurek

Pani Jurek
Pani Jurek
Pani Jurek to marka założona przez Magdę Jurek. Projektuje przedmioty wychodzące poza swoją stereotypową funkcję i pozwalające na interakcję z użytkownikiem. Konceptualne podejście i upodobanie do koloru, to wynik studiów malarskich projektantki na warszawskiej ASP. Urodzona w końcu lat 70., Pani Jurek równie chętnie czerpie z dziedzictwa tamtych lat i polskiej potrzeby wynalazczości. W swoich projektach przestrzega idei zrównoważonego rozwoju i ekologicznego wyboru materiałów. Czynnie uczestniczy w działaniach stowarzyszenia "Z siedzibą w Warszawie". Mieszka i pracuje w Ignacowie.
5
LOKALIZACJA
Ignaców 39
05-620
Błędów
Lampa Hook Pani Jurek
Lampa Hook Pani Jurek
Lampa Kilo Pani Jurek
Lampa Kilo Pani Jurek
Lampa Maria S.C. czarna Pani Jurek
Lampa Maria S.C. czarna Pani Jurek
Lampa Maria S.C. Pani Jurek
Lampa Maria S.C. Pani Jurek
Zydel Pani Jurek
Zydel Pani Jurek
Obrus Designer Mama Pani Jurek
Obrus Designer Mama Pani Jurek
Lampa Plika Pani Jurek
Lampa Plika Pani Jurek
Lampa Koło Magnet Pani Jurek
Lampa Koło Magnet Pani Jurek
Obrus Designer Mama Pani Jurek
Obrus Designer Mama Pani Jurek
Lampa Koło Magnet Pani Jurek
Lampa Koło Magnet Pani Jurek
Lampa Kilo Pani Jurek
Lampa Kilo Pani Jurek
Lampa Kilo Pani Jurek
Lampa Kilo Pani Jurek
Lampa Maria S.C. Pani Jurek
Lampa Maria S.C. Pani Jurek
Zydel Pani Jurek
Zydel Pani Jurek
Lampa Hook Pani Jurek
Lampa Hook Pani Jurek
WYWIAD

Studiowałaś malarstwo na ASP w Warszawie - dlaczego zostałaś projektantką? Co Cię przyciągnęło do świata designu?

Mogłabym o tym dużo i długo opowiadać, poruszając bardzo osobiste tematy... Przejście od sztuki do designu było dla mnie całkiem sporą rewolucją - wcześniej nie miałam za bardzo do czynienia ze sztuką użytkową czy z projektowaniem, i specjalnie się tym nie interesowałam. Nie chodzi o to, że nie miałam kontaktu z materią - po prostu nie była to rzecz, która mnie specjalnie uwodziła.
Bezpośrednim bodźcem do zajęcia się projektowaniem był konkurs na pamiątkę z Polski zorganizowany przez Cepelię w 2009 roku. Wzięłam w nim udział, bo skusiła mnie nagroda (śmiech). Moje ptaszki-pendrive’y zajęły trzecie miejsce, i potem to już poszło... W pewnym sensie projektowanie jest dla mnie nieporównywalnie łatwiejsze, mniej obciążające psychicznie niż uprawianie sztuki. Jednak mam wrażenie, że tak jak w sztuce, gdzie przechodzi się od malarstwa przedstawiającego do sztuki współczesnej, tak samo teraz odbywam jakiś przyspieszony kurs projektowania, a moja praca ewoluuje od rzeczy czysto estetycznych w stronę projektów bardziej konceptualnych. Dla mnie to jest uczenie się, poznawanie pewnej materii w praktyce.

Jeśli chodzi o projekty komercyjne - który z Twoich produktów sprzedaje się najlepiej? Jak myślisz, dlaczego?

Najlepiej sprzedaje się probówkowy żyrandol Maria SC - to był strzał w dziesiątkę, nasza kura znosząca złote jajka. Lampy-liny - Hook Line i Loop Line - też radzą sobie całkiem dobrze. Myślę, że ludzie lubią w nich to, że pozostawiają miejsce dla samodzielnej kreacji. Z kolei komercyjnym niewypałem i fiaskiem, mimo że został doceniony i nagrodzony (na Must Have 2012 podczas Łódź Design Festival - przyp. red.), był projekt obrusa, który jest jednocześnie domkiem dla dzieci. DesignerMama sprzedał się może w jednym czy dwóch egzemplarzach. Prawdopodobnie jest to związane z tym, że tradycyjne obrusy chyba wyszły już z użycia. Poza tym, ponieważ jest haftowany ręcznie, jest - i musi być - drogi. Stworzenie go było dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem, bo teraz już wiem, że należy projektować tak, by wartość była współmierna do jakości, żeby to wszystko było w jakichś bezpiecznych ramach, osiągalnych dla klienta.

Czy warto kupować polski design?

No, warto! Tak jak warto wspierać wszelki polski biznes, działać bardziej lokalnie. Warto nie ze względu na jakąś szczególną wartość polskiego designu, bo myślę, że jest masa świetnych projektantów z wielu różnych krajów, ale właśnie dlatego, żeby to wszystko lepiej funkcjonowało gospodarczo, ekonomicznie.
Co jednak ciekawe, moje projekty sprzedają się głównie za granicą - w Polsce są mniej znane.

A czy łatwo być projektantem w Polsce?

Żeby zająć się designem, po studiach musiałam zasadniczo zmienić osobowość. Jednak wydaje mi się, że bycie projektantem w Polsce jest stosunkowo łatwe - dużo łatwiej się przebić niż w świecie sztuki. Poza tym mam wrażenie, że wszyscy są sobie raczej przychylni. Polski świat designu to bardzo małe środowisko - przy okazji projektu polsko-gruzińskiego “Wymiana 2012” poznałam za jednym zamachem kilka czołowych zespołów projektowych - Studio Rygalik, Aze, Martę Niemywską, Kompott.
Z drugiej strony, jest masa rzeczy, które gotują mi krew w żyłach. Jest to związane z licznymi niedogodnościami formalnymi, jakie stwarza państwo. Jak się nie jest człowiekiem wytrwałym, to nie ma się szans żeby przez to wszystko przebrnąć - opanowanie wysyłek zagranicznych, cła, księgowość. To zajęcie wymaga dużo dyscypliny - to już nie jest czekanie na wenę, tylko po prostu praca od rana do wieczora. I to praca na bardzo wielu różnych płaszczyznach. Przynajmniej tak to wygląda, jeśli chodzi o mnie, o moją firmę, gdzie jestem odpowiedzialna za projekt, wdrożenie do produkcji i sprzedaż. Co innego, gdy jest się projektantem czy dyrektorem artystycznym i pracuje dla jakiejś firmy, zajmując się tylko sferą projektową. Niemniej jednak takie budowanie swojego małego królestwa mnie satysfakcjonuje i lubię pokonywać kolejne progi.

Z kim w takim razie współpracujesz?

Jeśli chodzi o prowadzenie firmy, to stale współpracuję z Moniką Osinkowską, która jest moją menadżerką. Ona zajmuje się tym wszystkim, co mnie sprawia największą trudność - czyli przede wszystkim komunikacją i sprzedażą. Oprócz tego są moi pracownicy, podwykonawcy.

Z architektem Piotrem Musiałowskim z pracowni 2pm współpracowałam przy okazji projektu oświetleniowego. Pomysł był bardziej skomplikowany niż poprzednie – nad takim mechanizmem pracowałam po raz pierwszy i trzeba było przeprowadzić sporo prób, żeby to wszystko funkcjonowało. Wspólna praca to dla mnie wspaniałe odkrycie, zupełnie nowa jakość - dotychczas zdawałam sobie sprawę, że nieraz brakuje mi jakichś umiejętności technicznych, które, jak podejrzewam, po studiach projektowych miałabym w małym palcu. Sama prawdopodobnie nie wpadłabym nigdy na różne rozwiązania, albo głowiłabym się nad nimi pół roku. A we dwójkę to dzieje się samoistnie - jedna osoba powie coś, co nas oświeci i pokieruje w zupełnie inną stronę, i nagle to się przeradza w formę, której się zupełnie nie przewidziało. Piotr wcześniej nie zajmował się takimi małymi formami (użytkowymi), ale go namówiłam - i on się w tym świetnie sprawdza! W efekcie powstały dwie lampy – KOLO Sand i KOLO Magnet.

Oprócz tego działam w stowarzyszeniu “Z Siedzibą w Warszawie”. Założyłam je z Edytą Ołdak w tym samym czasie, kiedy rozkręcałam komercyjną działalność. Teraz nasze drogi trochę się rozeszły, bo nie da się robić pełną parą wszystkiego. Edyta jest nadal głową Stowarzyszenia, a ja już tylko bywam zapraszana do poszczególnych projektów - nie organizuję ich, tylko w nich uczestniczę. To są fascynujące działania, w różnoraki sposób związane z designem, kwestiami społecznymi, przestrzenią miejską - z przyjemnością biorę w nich udział. Polecam odwiedzić ich stronę internetową (www.wwarszawie.org.pl) – jeden z projektów powstał we współpracy z warszawskim Muzeum Etnograficznym. Jego celem jest między innymi zachęcanie ludzi do korzystania z usług rzemieślniczych.

Jaki jest Twój ulubiony własny projekt?

Projekt, który stworzyłam z Piotrem Musiałowskim. Powstały dwie “siostrzane” lampy, które mają za zadanie pomagać zasnąć tym, którzy nie lubią zasypiać po ciemku - zarówno ja, jak i moja córka mamy z tym problem, więc wychodzimy od osobistego doświadczenia. Po raz pierwszy wyszłam nie od formy, tylko od pewnej idei, która odpowiada na konkretny problem. Cieszy mnie poczucie, że rozgryzłam ten orzech i rozwiązałam zadanie.

Jakie współczesne polskie projekty cenisz?

To się oczywiście często zmienia, ale najbardziej cenię Bartka Muchę. Jest bardzo błyskotliwy i świeży, przełamuje wszystkie możliwe schematy, we wszystkim idzie o krok dalej. Sam sobie często zaprzecza, dzięki czemu ciągle zaskakuje. Jego postawa jest chyba najbardziej wyrazista spośród młodych projektantów.

Jaki jest Twój ulubiony projekt z historii polskiego wzornictwa?

Hmm, nie wiem... Lubię meble ŁAD-owe i tak dalej, ale raczej nie ma to zasadniczego wpływu na moje projektowanie.
To, co wzbudza mój podziw, to rzeczy, których projektowanie jest dla mnie nieosiągalne. Jak patrzę na szybowiec PW-5 Smyk, to czuję się malutka. Nie jest to może historyczny projekt, bo pochodzi z lat 90. ubiegłego wieku, i pracował nad nim zespół ludzi pod wodzą Romana Świtkiewicza, a nie jeden człowiek uznawany dziś za klasyka. Ale nie zmienia to faktu, że tego typu projekty niezwykle pobudzają wyobraźnię i wiarę w ludzkie możliwości. Podobnie myślę o projektantach np. sprzętów, które ratują ludzkie życie. Taki proces projektowy musi wymagać ogromnej pokory wobec funkcji.

 

Wczytywanie rekomendacji...