Tomek Rygalik

Tomek  Rygalik
Tomek Rygalik
Tomek Rygalik (ur. 1976 w Łodzi) to jeden z najlepiej znanych polskich projektantów produktu ostatnich lat. Po dwóch latach spędzonych na Wydziale Architektury Politechniki Łódzkiej podjął edukację w zakresie dizajnu w nowojorskim Pratt Institute. Po studiach przez kilka lat pracował w USA jako projektant elektroniki, produktów konsumenckich oraz urządzeń medycznych i laboratoryjnych. Od 2006 roku prowadzi razem z żoną Gosią Studio Rygalik. Współpracuje z polskimi markami meblowymi: Paged, Comforty, Iker, Profim. Projektuje też dla znanej włoskiej marki Moroso.
3
LOKALIZACJA
Wilcza 12a
Warszawa
Sofa I fotel Hover
Sofa I fotel Hover
Sofa Nobel
Sofa Nobel
Krzesło Dumbo
Krzesło Dumbo
Wieszak Seven
Wieszak Seven
Krzesło Opera
Krzesło Opera
fotel Nobel
fotel Nobel
Kolekcja Mebli K2
Kolekcja Mebli K2
Stolik T40
Stolik T40
Krzesło SEN
Krzesło SEN
System siedzisk Wallin
System siedzisk Wallin
Stolik Standard
Stolik Standard
Lampa ze stolikiem
Lampa ze stolikiem
Stół Xylo
Stół Xylo
Sofa Levit
Sofa Levit
Zegarek Boddie
Zegarek Boddie
Sofa Termo
Sofa Termo
Fotel Daybed
Fotel Daybed
Sofa LOL
Sofa LOL
Stół SOLID-NY
Stół SOLID-NY
fotel Czesław
fotel Czesław
Lampa Genotyp
Lampa Genotyp
Sofa Chopin
Sofa Chopin
Fotel Lemming
Fotel Lemming
Sofa Termo
Sofa Termo
Kolekcja Mebli DUB
Kolekcja Mebli DUB
Stołek Bull
Stołek Bull
Fotel Raw
Fotel Raw
Fotel Tennis
Fotel Tennis
Stół Xylo
Stół Xylo
Krzesło TOLO
Krzesło TOLO
Fotel Zulu
Fotel Zulu
Krzesło LUBI
Krzesło LUBI
WYWIAD

Czy warto kupować polski design?

Tomek Rygalik: Oczywiście, jeśli jest dobry, to jak najbardziej. Jednak dla mnie etykieta “polski design” dotyczy raczej klasyków designu, obiektów historycznych, które oczywiście warto kupować, ponieważ mają - poza swoją funkcją – głębokie znaczenie kulturowe.
Jeżeli chodzi o współczesne rzeczy, to nie ma dla mnie znaczenia skąd pochodzą - powinny być dobre. Nie obchodzi mnie za bardzo, czy zaprojektowano je w Cupertino [siedziba firmy Apple - przyp. redakcji] czy w Warszawie. Jest wiele przedmiotów produkowanych i projektowanych w Polsce, więc jeśli są dobrze zaprojektowane i wykonane, dobrze wymyślone i przemyślane od początku do końca, to warto je kupować. Warto inwestować w dobry design choćby dlatego, że się z nim obcuje na co dzień. Przedmiot dobrze zaprojektowany to przedmiot trwały, który sprawia, że nasze codzienne doświadczenia są przyjemniejsze. To dotyczy wszystkich produktów, a także usług, ponieważ wszystko jest zaprojektowane. Człowiek obcuje z nimi na okrągło, więc trzeba umieć wybrać i kupić właściwą rzecz - absolutnie nie wolno iść na kompromis.

Gosia Rygalik: Zgadzam się, że warto wspierać polskich projektantów, producentów, polskie marki – jeżeli tylko ich oferta jest na najwyższym poziomie. Przywiązujemy ogromną wagę do codziennych wyborów, starannie dobieramy rzeczy, którymi się otaczamy. Nie kupię czegoś tylko dlatego, że jest polskie. Natomiast z radością i dumą dostrzegam (i kupuję) coraz więcej rzeczy zaprojektowanych i wyprodukowanych w Polsce dlatego, że są po prostu dobre – zarówno pod względem projektu, jak i wykonania. Dzięki temu, że polskie projekty i produkty są coraz lepsze, zmienia się też powszechna percepcja tego, co polskie. Stereotyp, że to, co z zagranicy jest lepsze, odchodzi powoli w zapomnienie.

Czy łatwo jest być projektantem w Polsce?

TR: Myślę, że tak! Dla projektanta to eldorado. Zwłaszcza jeśli chodzi o przemysł meblarski - jest masa rzeczy do zrobienia, można pracować z małymi i średnimi manufakturami albo z ogromnymi producentami. Jest masa możliwości, dużo do zaprojektowania, i przeprojektowania. Popatrzmy dookoła – na przestrzeń publiczną, usługi, nasze mieszkania lub narzędzia, którymi się posługujemy. Polska wychodzi z czasów braku, niedostępności różnych rzeczy, trudności. Wielu problemów wciąż jeszcze nie rozwiązano. To świetny czas, by się w to zaangażować.

GR: Jest jeszcze tyle obszarów do zagospodarowania! W Polsce ciągle dużo łatwiej jest być w czymś pierwszym niż na tzw. Zachodzie. My ciągle jeszcze nadrabiamy zaległości. Dzięki temu tempo przemian jest szybkie, a te przemiany ekscytujące.

TR: Poza tym, w porównaniu do np. Londynu, gdzie jest siedem czy osiem dobrych wydziałów wzornictwa, i tysiące absolwentów opuszczających uczelnie co semestr, sytuacja absolwentów z polskich szkół jest bardzo komfortowa - konkurencja jest prawie żadna! Dzięki temu jest w tym środowisku tyle dobrej energii.

Z kim współpracujecie?

TR: Z polskimi i zagranicznymi markami – w przewadze są to producenci mebli, jak np. Comforty, PROFIm, Paged, Noti, czy włoska marka Moroso.

GR: Robimy też indywidualne projekty do wnętrz kawiarń i restauracji, często są to unikalne jednostkowe meble lub krótka seria stworzona z myślą o danym miejscu, jak np. Koszyki, Charlotte, Alewino czy Brasserie Warszawska.

TR: Współpracujemy również z muzeami czy instytucjami kultury, np. z Muzeum Fryderyka Chopina czy Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie, Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu; stworzyliśmy meble na prezydencję Polski w Unii Europejskiej, do siedziby Rady UE w Brukseli oraz reprezentacyjnych przestrzeni w kilku polskich miastach.

Który z Waszych projektów sprzedaje się najlepiej? Dlaczego?

TR: Jednym z największych hitów jest system siedzisk Wallin zaprojektowana dla PROFIm - cieszy się ogromną popularnością w Niemczech i Wielkiej Brytanii, odpowiada na zapotrzebowanie rynku kontraktowego, przestrzeni biurowych. Estetycznie odpowiada też niemieckim gustom, śmiejemy się, że to dlatego, że jest “quadratisch” [kwadratowe, kanciaste - przyp. redkacji].

Jaki jest Wasz ulubiony projekt z historii polskiego wzornictwa?

TR: Hmm, trudne pytanie... Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób. Lubię prace Jana Kurzątkowskiego - w tamtych czasach jego sposób myślenia był innowacyjny na skalę światową. Tak samo myślę o Teresie Kruszewskiej, cenię np. jej meble dla dzieci wykonane ze sklejki.

GR: Ostatnio z zaciekawieniem poznawałam bliżej założenia kuchni zaprojektowanej przez Barbarę Brukalską do Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Polskie wzornictwo ma ciekawą historię. Tamte projekty były naprawdę odważne, awangardowe i nowatorskie, mimo systemu nieprzychylnego takiemu myśleniu. Bardzo lubię tę historię odkrywać.

Jakie współczesne projekty cenicie?

GR: Niebanalne, ale jednocześnie proste. Doskonale łączą te dwie cechy w swoich projektach np. Konstantin Grcic i Jasper Morrison.

TR: Pewnie nie będę tu do końca obiektywny, ale lubię prace moich studentów - krzesło Prop Nikodema Szpunara, wdrożone przez Paged, którego projekt i pierwsze prototypy powstały w prowadzonej przeze mnie pracowni. Budzący powszechne zainteresowanie stołek Ribbon Janka Lutyka czy Markę Vzór - jako projekt brandingowy, który doceniam także za przełożenie obiektu historycznego na współczesny proces produkcyjny - to praca dyplomowa Jakuba Sobiepanka. Lubię prace Oli Mireckiej - te, które powstały w ramach grupy PG13, oraz te, które realizuje odkąd mieszka w Londynie, np. projekt LAVA Lemonade.

Jaki jest Wasz ulubiony własny projekt?

TR: Nadchodzący :) Generalnie to, co niesie przyszłość, jest znacznie ciekawsze i bardziej ekscytujące niż to, co już należy do przeszłości.
Ale patrząc wstecz, to chyba najbardziej lubię skórzany fotel Raw Chair - mój pierwszy projekt dla Moroso. To był dla mnie przełom. Wtedy poznałem Patricię Moroso, z którą współpracuję do dziś i bardzo to sobie cenię.

GR: Zdecydowanie nadchodzący!

Dlaczego postanowiliście zostać projektantami?

TR: Ponieważ byłem zbyt niecierpliwy, by zostać architektem. Pochodzę z rodziny inżynierów-przedsiębiorców, w podstawówce byłem dobry z matmy, w liceum poszedłem do klasy matematyczno-fizycznej, nie brałem pod uwagę studiów artystycznych. Wybrałem studia architektoniczne w moim rodzinnym mieście, na Politechnice Łódzkiej. Ale szybko się zorientowałem, że to nie to. Męczyła mnie nuda i ilość wkładanego wysiłku, ślęczenia nad biurkiem. Szukając własnej drogi i bardziej twórczego podejścia, przeniosłem się z Politechniki na wydział architektoniczny w Pratt Institute w Nowym Jorku. Ale nawet w Pratt, mimo że ich podejście było bardziej postmodernistyczne i eksperymentalne, wciąż byłem niezadowolony. Czułem, że by przejść cały proces, by wreszcie coś samemu zbudować, musiałaby mi wyrosnąć wielka siwa broda...
Zacząłem więc się rozglądać w Pratt, rozeznawać w różnych innych dyscyplinach projektowych, fashion, computer graphics - oba kursy są tam całkiem niezłe, no i w końcu trafiłem na wzornictwo przemysłowe, które było największą dumą instytutu. To mnie wreszcie prawdziwie zafascynowało - kiedy zobaczyłem projekty studentów, wszystkie te wizualizacje samochodów, modele wiertarek, sztućców, prototypy mebli... na tym wreszcie mogłem się skupić, to stało się przedmiotem prawdziwej pasji, wręcz obsesji. Zacząłem pracować naprawdę ciężko. Po studiach, pracując dla biur konsultingowych, stałem się prawdziwym pracoholikiem. Po pewnym czasie zacząłem się zastanawiać, jakie jest znaczenie i cel mojego działania. Jak zintegrować moją pracę z moim życiem? Przeprowadziłem się do Londynu, na studia magisterskie do RCA. Tam w otoczeniu prawdziwych tuzów designu, zacząłem rozwijać moje myślenie krytyczne, konceptualne i jednocześnie skoncentrowałem się na projektowaniu mebli. Po Nowym Jorku to było nowe otwarcie. Zamiast wspinać się po stopniach korporacyjnej kariery - od junior, senior designer, przez design managera, aż po dyrektora designu - nareszcie mogłem robić to, co kochałem najbardziej - czyli po prostu skupić się na projektowaniu.

GR: W moim przypadku, to nie było postanowienie, a długi ciąg powiązanych ze sobą zdarzeń, które doprowadziły mnie do miejsca, gdzie jestem dziś. Po maturze, trochę nie mając na siebie pomysłu, zdecydowałam się na studia informatyczne, ukończyłam je ze specjalizacją grafika komputerowa. Na tych studiach poznałam dwóch profesorów po ASP. Jednym z nich był Tadeusz Jodłowski, związany z polską szkołą plakatu. Na jego zajęciach uczyliśmy się o podstawach grafiki i kompozycji. To był dla mnie niesamowity, zupełnie nowy świat. Postanowiłam zdawać na ASP! Po rocznej przygodzie z konserwacją dzieł sztuki, trochę przypadkiem trafiłam na Wydział Wzornictwa. Zobaczyłam, że to właśnie tam mogę połączyć swoje kompetencje i umiejętności z obszaru grafiki komputerowej i rozwijać się twórczo. By się przenieść na wzornictwo z konserwacji musiałam złożyć portfolio projektowe, którego nie miałam. Pamiętam, że stworzyłam je w ciągu tygodnia, działając zupełnie intuicyjnie. Ale udało się! Dziś cieszę się, że moja droga do projektowania nie była tak oczywista. Dzięki temu wiem, że doszłam we właściwe miejsce.

Rozmawiała Klara Czerniawska

System siedzisk Wallin Profim fot. Rafał Kolasiński


Wczytywanie rekomendacji...